pisanie

Samotna łza korektora, czyli błędy w mediach i przestrzeni publicznej

Nikt z nas nie jest wszechwiedzący. Nikt nie posługuje się perfekcyjną polszczyzną, nikt nie pamięta wszystkich zasad ortografii czy interpunkcji i nie ma takiej osoby, która nigdy nie musiała sprawdzić pisowni albo odmiany jakiegoś słowa w Internecie (dzisiaj) albo słowniku (kiedyś).

Ale, na miłość wszystkich poetów romantycznych, jeśli ktoś wydaje grube miliony na reklamę, to chyba może pozwolić sobie na zatrudnienie człowieka, który zadba o to, żeby nie wyszedł na kompletnego ignoranta, co to w podstawówce lekcje polskiego spędzał na bazgraniu swoich przełomowych myśli kredką po ławce.

Każde – nie, naprawdę, każde – moje wyjście na tak zwane miasto kończy się wypatrzeniem przeze mnie co najmniej jednego błędu w pisemnych komunikatach, które otaczają nas z każdej strony. Czy to na billboardzie, na zwykłej ulotce, w ogłoszeniu w komunikacji miejskiej czy na ścianie kawiarni. Zawsze znajdzie się coś, co można – nie, trzeba – by poprawić. I to nie jest tak, że ja się czepiam dla samego faktu albo żeby pokazać, jaka to jestem lepsza od szarego człowieka, bo zapamiętałam kilka regułek ze studiów. Ja też popełniam ogrom błędów – zwłaszcza jak mówię, jestem najgorszym mówcą na świecie –  i niemal każdego dnia zaglądam do poradni językowej PWN-u, żeby upewnić się, czy dobrze postawiłam przecinek. Chodzi mi wyłącznie o to, że teksty funkcjonujące w przestrzeni publicznej, które czytają tysiące albo i miliony osób, nawet jeśli są to nie najwyższych lotów slogany reklamowe, niosą za sobą jakiś potencjał edukacyjny. Jeśli więc codziennie będziemy w drodze do pracy spoglądać na billboard, na którym ktoś postawił spację przed znakiem zapytania, to w końcu sami tę spację możemy zacząć bezmyślnie w swoich tekstach wstawiać.

Dzisiaj chciałabym rozpocząć nowy cykl z zakresu szerzenia polonistycznej wiedzy i świadomości i pokazać, jak często pojawiają się błędy w mediach, reklamach i wszelkich innych otaczających nas tekstach. Cykl, w którym będę wreszcie mogła dać upust swej irytacji pracodawcami, którzy oszczędzają na niezatrudnianiu korektorów i redaktorów.  Albo zatrudniają złych korektorów i redaktorów (o istnieniu takowych możemy się przekonać, czytając niejedną książkę, niestety). Chodźcie, poznęcamy się trochę nad nimi.

 

Pierwsza rata i spacja gratis

błędy w mediach

źródło: zdjęcie własne ze stacji metra

Na pierwszy ogień weźmiemy reklamę, która jeszcze nie tak dawno była absolutnie wszędzie. Co jest z nią nie tak? Ano trochę już zaspoilerowałam we wstępie ten problem, bo obecnym tu błędem jest niepotrzebna spacja przed wykrzyknikami. Między wyrazem a znakiem interpunkcyjnym nie stosujemy spacji (jedyne wyjątki: nawias otwierający, cudzysłów otwierający i myślnik – nie mylić z łącznikiem).

Zatem przed przecinkami, kropkami, średnikami, pytajnikami, wykrzyknikami itd. spacji nie stawiamy.

Na temat tworu z drugiej części reklamy, czyli małego „i” albo odwróconego wykrzyknika, wypowiadać się nie będę. Prawdopodobnie miał być to taki sprytny zabieg graficzny, a wyszedł dziwny kaszalot, który za bardzo niczemu nie służy.

Potwierdzenie reguły: klik

 

 

Dwudziesta pierwsza zagubiona kropka

błędy w mediach

źródło: zdjęcie własne z autobusu linii 222

Być może na zdjęciu nie jest to widoczne (robiłam je w jadącym autobusie, przeczekawszy wcześniej kilka minut reklam z aparatem w pogotowiu), ale po liczbie XXI ktoś niefortunnie postawił kropkę. I o ile w przypadku kropki po liczebniku porządkowym zapisanym cyfrą arabską można jeszcze mieć pewne wątpliwości (przyjęło się, że według reguły kropkę stawiamy, ale możemy ją pominąć, jeżeli z kontekstu jednoznacznie wynika, że chodzi o liczebnik porządkowy), o tyle

po cyfrach rzymskich kropki nie stawiamy. Jedynym wyjątkiem są wyliczenia, czyli np. numery rozdziałów.

Potwierdzenie reguły: klik i klik

 

 

Czwarty kwiecień tego roku

błędy w mediach

źródło: zdjęcie własne gazety „Głos Mordoru”

To błąd, który każdy z nas widzi lub słyszy pewnie kilka razy w tygodniu, a być może nawet sam go nieświadomie popełnia. Nazwy miesięcy w dacie nigdy nie zapisujemy w mianowniku.

Nazwa miesiąca w dacie występuje w dopełniaczu, czyli: 4 kwietnia, 16 czerwca, 24 grudnia.

Bardzo łatwo to sobie przełożyć na czystą logiką: mówiąc czwarty kwiecień, brzmi to tak, jakbyśmy mieli na myśli czwarty miesiąc kwiecień tego roku (co oczywiście nie ma żadnego sensu). Natomiast postać dopełniacza bardzo łatwo wytłumaczyć sobie, dodając do daty dzień: czwarty (dzień) kwietnia. I po krzyku.

Potwierdzenie reguły: klik

 

 

Nadmierny entuzjazm

błędy w mediach

źródło: zdjęcie własne ulotki znalezionej w skrzynce pocztowej

Muszę przyznać, że sama siebie zdziwiłam tym, jak długo tkwiłam w błędzie, bowiem jeszcze do dzisiaj byłam przekonana, że poprawnie możemy użyć wyłącznie jednego lub trzech wykrzykników (skąd wzięło się u mnie to przekonanie? Nie wiem, ale cieszę się, że miałam okazję zweryfikować w ten sposób swoją wiedzę). Tymczasem szybkie zerknięcie do słownika uświadomiło mi, że

chcąc podkreślić emocjonalne zabarwienie wypowiedzi, możemy użyć dwóch lub trzech wykrzykników.

Większa ilość wykrzykników – jak widzimy w tym przykładzie – wygląda niemalże histerycznie (mi kojarzy się z zapisem z pamiętnika nastoletniego Wertera) i większość osób jednak razi. Dlatego jeśli chcemy zachować pozory profesjonalizmu, ograniczajmy się do maksymalnie trzech wykrzykników.

Potwierdzenie reguły: klik

Drugim błędem, o którym wspominałam już wcześniej, jest oczywiście niepotrzebna spacja przed wykrzyknikami.

 

 

Niechciany apostrof

błędy w mediach

źródło: screen fragmentu artykułu dostępnego na stronie wp.pl

Znów mamy do czynienia z dwoma błędami, zacznijmy jednak od tego, który występuje w tekście później. Odmiana nazwisk obcojęzycznych sprawia problemy absolutnie każdemu – no bo jeśli nie wiemy do końca, jak wymówić dane nazwisko (a trudno znać zasady obowiązujące w każdym języku świata), to skąd mamy wiedzieć, jak je zapisać? Wypadałoby jednak zapamiętać przynajmniej reguły dotyczące nazwisk angielskich, bo z nimi mamy do czynienia niemalże na co dzień (i nie jest ich tak dużo, by przyswojenie ich miało wymagać nadludzkich zdolności).

Jak pewnie już się domyśliliście, tym razem przyczepię się do apostrofu, który w tym przypadku w ogóle nie powinien zostać użyty.

Jeśli nazwisko angielskie kończy się na -y poprzedzone samogłoską, apostrofu w odmianie przez przypadki nie używamy.

Inaczej: jeśli -y w odmianie nie jest nieme (przeczytamy bowiem „Gibneja”, gdzie „j” odpowiada angielskiemu „y”), wówczas polskie końcówki odmiany dodajemy bez apostrofu. Jeśli natomiast -y byłoby nieme (tak jak w przypadku nazwiska Murphy, w dopełniaczu Murphy’ego – czytamy „Merfiego”), wówczas apostrof należy przed polską końcówką postawić.

Potwierdzenie reguły: klik

 

Drugim błędem jest zapis skrótowy wyrażenia „tytuł oryginalny”. Skrót org. odnosi się najczęściej do organizacji lub przymiotnika „organiczny”. Jeśli chcielibyśmy skrócić przymiotnik „oryginalny”, wypadałoby napisać raczej „oryg.”, choć w swoich poszukiwaniach nie natknęłam się nigdzie na oficjalny skrót tego słowa.

Potwierdzenie: klik

 

Pierwsza błędna piątka za nami! Mam nadzieję, że pomysł na cykl się przyjmie, bo materiałów do jego tworzenia na pewno jeszcze długo nie zabraknie.

 

Trzymajcie się poprawnie,

 

źródło zdjęcia głównego wpisu: kaboompics

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *