pisanie poradnik zleceniodawcy

Klient vs. copywriter. Przewodnik dla zleceniodawców, cz. 1

O złych tekstach, braku kompetencji i ogólnym upadku wiary w copywriting mogłabym pisać godzinami. To jednak temat na inną okazję. Dzisiaj chciałabym zapoczątkować cykl, w którym postaram się opisać, jak może przebiegać współpraca z copywriterem, a także przedstawiać najczęściej popełnianie – co nie znaczy, że w jakikolwiek sposób usprawiedliwiane – błędy w tekstach tworzonych na potrzeby stron internetowych. Dostanie się przeróżnym typom twórczości – od poradników i tekstów specjalistycznych, przez artykuły sponsorowane, po teksty zapleczowe. W końcu jak wymagać, to od wszystkich.

Wbrew temu, co wielu osobom się wydaje, pisać nie każdy może i powinien. A przynajmniej nie zarobkowo, bo co mi do tego, co ktoś sobie skrobnie do szuflady czy na własne potrzeby artystyczne. Oczywiście pisania w jakimś stopniu można się nauczyć. Problem w tym, że olbrzymia grupa „pisarzy”, którzy namiętnie tworzą teksty na zamówienie, chęci do nauki nie przejawia żadnej. Ma za to nieskończone pokłady przekonania o własnym talencie i tym, że zasługuje na każdą monetę otrzymaną za wykonanie zlecenia. Otóż: nie, nie zasługuje. Niestety sami zleceniodawcy często nie są tego świadomi, bo i o pisaniu dużego pojęcia nie mają.

Dla takich zleceniodawców, a także dla sfrustrowanych redaktorów, project managerów, content managerów, wydawców portali, właścicieli firm i wszystkich osób, które kiedyś zmuszone były zamówić tekst u copywritera, postanowiłam stworzyć ten poradnik. Bo sama, nadzorując spore projekty, musiałam zlecać pisanie dużej ilości tekstów zewnętrznym copywriterom i agencjom. Bo wiem, że określenie „jakościowy tekst” w ofercie na ich stronach nie niesie za sobą żadnej gwarancji otrzymania chociażby przyzwoitego artykułu. Bo sama spędzałam długie godziny, poprawiając te teksty, żeby nadawały się do wrzucenia chociażby na podrzędną stronę służącą głównie pozycjonowaniu. Bo przeprowadzałam kiedyś rekrutację na copywritera, podczas której 80% kandydatów nie przeszło testu polegającego na poprawieniu błędów w tekście na 200 znaków. Bo sama kiedyś musiałam się tego pisania nauczyć i wiem, że nie jest to bułka z masłem, ale cholerne smoothie ze zbieranym o wschodzie słońca jarmużem i pudding z nasionami chia, przywożonymi samodzielnie z Meksyku.

 

Zanim jednak przejdę w kolejnych częściach tego poradnika do punktowania rzeczy, na które zleceniodawca po otrzymaniu tekstu powinien zwrócić uwagę, zacznijmy od określenia, czego tak naprawdę od copywritera możemy wymagać. Nie zawsze bowiem wina za niespełnienie naszych oczekiwań leży po jego stronie – jako zleceniodawcy mamy obowiązek jasno określić, czego od tekstu wymagamy, i zabezpieczyć się na wypadek nieotrzymania tego, na co się umawialiśmy.

Gotowi? No to zaczynamy.

 

Część 1

Czy wiesz, jakiego tekstu w ogóle potrzebujesz?

Aby podzielić teksty pisane na potrzeby ogólnie pojętego Internetu, nie wystarczy zwykła znajomość tradycyjnych gatunków dziennikarskich. Rosnące latami znaczenie pozycjonowania i marketingu internetowego wymusiło rozwój nowych, mocno zróżnicowanych jakościowo gatunków tekstów, które wymagają nieco innego podejścia niż standardowe artykuły zasilające portale internetowe. Świadomość tego jest szalenie istotna w momencie, w którym będziemy przymierzać się do złożenia zamówienia na tekst. Zanim powiem, dlaczego, wymieńmy może rodzaje tekstów, które najczęściej zlecane są copywriterom:

  • opisy stron do serwisów ogłoszeniowych i katalogów,
  • opisy produktów do sklepów internetowych,
  • teksty zapleczowe,
  • teksty poradnikowe lub tematyczne,
  • teksty na strony www,
  • teksty do mailingów,
  • teksty na bloga,
  • teksty eksperckie/specjalistyczne,
  • artykuły sponsorowane.

Na początek dwie uwagi. Po pierwsze, pominęłam na tej liście takie teksty, jak tzw. precle czy teksty z synonimami, są to bowiem gatunki reprezentujące najniższą jakość, które ciężko uznać za wartościową twórczość, mogącą podlegać większej krytyce. Ostatnie lata i towarzyszący im rozwój content marketingu powoli usuwają też taką twórczość w cień i mam nadzieję, że dożyję momentu, w którym wydawcy portali przestaną dostawać do opublikowania kilka wersji jednego artykułu sponsorowanego, różniących się jedynie nagłówkami i pojedynczymi epitetami. Po drugie, zaprezentowane powyżej gatunki są czysto umowne, a przede wszystkim – płynne, bo przecież artykuł sponsorowany z powodzeniem może być jednocześnie tekstem specjalistycznym lub poradnikowym (a wręcz taki jest pożądany układ).

Kogoś może dziwić, że po odrzuceniu precli pozostawiłam na liście opisy do katalogów. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że i tak, wydawałoby się, banalne zadanie można spieprzyć, a w tych 500 znakach narobić więcej błędów niż niektórzy robią w rozwiniętych artykułach.

Nie chcę tutaj tłumaczyć różnić pomiędzy wymienionymi gatunkami – na ten temat powstało już wystarczająco dużo tekstów i każdy początkujący content manager bez problemu znajdzie ich definicje. Chciałabym jedynie zwrócić uwagę na to, że poszczególne typy tekstów całkiem znacząco się od siebie różnią i tak, jak tekst zapleczowy może napisać osoba mająca za sobą szybki research na dany temat w Internecie, tak tekst specjalistyczny czy wartościowy wpis na bloga napisze już tylko ktoś, kto albo faktycznie jest specjalistą w danej dziedzinie, albo może poświęcić bardzo dużo czasu na zgłębienie tematu (choć i tak są zagadnienia, o których wartościowy tekst będzie w stanie napisać wyłącznie osoba, która na co dzień ma z nimi do czynienia). Zanim więc przystąpimy w ogóle do poszukiwań copywritera, określmy dokładnie, w jakich kategoriach mieści się nasz wymarzony tekst.

W  kolejnej części poradnika dowiesz się, kto Ci ten idealny tekst może napisać.

 

 

Na koniec chciałabym wytłumaczyć jedną kwestię. Ideą, która przyświecała mi w momencie tworzenia tego tekstu, nie było wyżycie się na Bogu ducha winnych copywriterach. Wiem, że ich los nie jest lekki. Wiem, że przeprawy z niezdecydowanymi klientami potrafią skłonić do wyrwania sobie z głowy ostatniego włosa. Wiem w końcu, że mało kto potrafi docenić dobrą robotę odwaloną przez copywritera z powołania – bo przecież w wyobrażeniu większości czym szczególnym jest sklejenie kilku trzymających się kupy zdań, prawda? Wiem, bo też przez to przechodziłam i być może któregoś dnia napiszę także tekst dla początkujących copywriterów, przestrzegając ich przed tym, co mogą spotkać na tej wyboistej drodze. Jednak lata pracy na stanowisku content managera uświadomiły mi, w jak złym stanie jest świadomość tego, jakie kompetencje powinna posiadać osoba żyjąca z pisania tekstów. Chciałabym więc dołożyć swoją cegiełkę do tego, by nam wszystkim w tych internetach się po prostu lepiej żyło.

 

Do następnego razu,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *