100 słów eksperymenty

O (nie)pisaniu + eksperyment nr 1

Jeszcze kilka lat temu pisanie było dla mnie metaforycznym malowaniem ścian w procesie profesjonalnej prokrastynacji (jeszcze tylko pomaluję ściany i zacznę się uczyć). Wygląda jednak na to, że lata pracy nad wątpliwej jakości tekstami zabiły we mnie wszelkie chęci do wzięcia do ręki długopisu i napisania kilku niezwiązanych ze sprzedażą czegokolwiek zdań.

Jakieś czternaście miesięcy próbowałam napisać do końca jedną notkę na bloga, ale poza zapisanym w telefonie pomysłem na tekst („Ranking zup pomidorowych w warszawskich knajpach z osobistymi przemyśleniami” – kiedyś na pewno to napiszę) nie osiągnęłam w tej materii żadnych sukcesów. Z kolei od dziewiętnastu miesięcy wiszę mojemu chłopakowi (wtedy jeszcze przyjacielowi; mój Boże, związki rodzą się szybciej niż moje teksty) urodzinowe opowiadanie i z bólem serca przyjęłam obowiązek mówienia „nie musisz mi o tym przypominać co pół roku”, który według internetowych stereotypów powinien przynależeć do mężczyzny proszonego o naprawę cieknącego kranu, niedziałającej lodówki i dziury w ścianie, przez którą można wymieniać się z sąsiadem poranną prasą. Najwidoczniej żyjąc według zasady na pohybel stereotypom, stałam się ofiarą własnej postępowości.

W związku z tym mam postanowienie. Postanowienie noworoczne, spóźnione tylko o miesiąc i dwanaście dni (albowiem musicie wiedzieć, że kolejną zasadą, według której żyję, jest nie ma postanowień noworocznych, nie ma wstydu i poczucia winy przed samą sobą, no a postanowienia robione w połowie lutego można nazwać co najwyżej desperacką próbą zrobienia czegoś ze swoim życiem), to:

KAŻDEGO DNIA NAPISZĘ STO SŁÓW POWIĄZANYCH TEMATYCZNIE (I TWORZĄCYCH Z POPRZEDNIMI FABULARNĄ CAŁOŚĆ) ORAZ ZACZYNAJĄCYCH SIĘ OD PIERWSZEGO SŁOWA, KTÓRE DANEGO DNIA USŁYSZĘ

Jak wszystkie postanowienia, deklaracje i obietnice i to, czuję, musi mieć jakieś formalne przepisy i przypisy do przypisów, więc oświadczam co następuje:

  1. Przez 322 dni (rok minus obsuwa przez podtrzymywanie ideałów związanych z brakiem postanowień noworocznych) pisać będę ok. 100 słów każdego dnia. Każde kolejne fragmenty będą nawiązywać do poprzednich, tak by całość była logiczna i w miarę możliwości posiadała ciąg przyczynowo-skutkowy.
  2. Każdy kolejny fragment będzie rozpoczynał się od pierwszego słowa, które danego dnia usłyszę po wyjściu z domu (jeśli miałabym zaczynać od pierwszego słowa zasłyszanego w domu, to co sto słów powtarzałoby się „może” od „Może jeszcze dwie godzinki?” wypowiadane przez mojego chłopaka po heroicznym wyłączeniu budzika). Jeśli z jakiegoś powodu przez cały dzień nie wyjdę z domu i będę w nim sama, pierwsze słowo zaczerpnę z przypadkowo wybranej stacji radiowej.
  3. Fragmenty publikowane będą zbiorczo w różnych odstępach czasu, ale w miarę regularnie, żeby nie wypluć nagle z siebie pięciu tysięcy słów.

Tak mi dopomóż borze szumiący w portfelach biednych artystów-pisarzy.

A teraz pójdę posprzątać kuchnię zanim przepiszę ten tekst z notatnika na komputer.

nope

 

 

 

P.S. Jeśli ktoś w dowolnym momencie chciałby przyłączyć się do tej akcji – zachęcam i czekam na linki w komentarzach!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *